Dzień 5 i 6
Poranek piąty znowu przywitał nas radosnym słoneczkiem i w takich samych nastrojach zjedliśmy śniadanie 😀 Po ogarnięciu najważniejszych rzeczy udaliśmy się na drugą stronę wyspy pooglądać żółwie i płaszczki ale tych drugich nie znaleźliśmy, za to trafił nam się na łódce czarny złodziejaszek 😜 Wobec powyższego ruszyliśmy w dalszą drogę i tu film na chwilę znowu się urywa bo przelot był znowu całkiem spory i oprócz dużych fal nic więcej się nie wydarzyło. Dopłynęliśmy w końcu do st. Vincent, stanęliśmy jak zwykle na kotwicy i podpłynęliśmy do portu podglądać lokalesow 😜 Przeszliśmy wzdłuż i wszerz głównej ulicy i wróciliśmy na kolację . Długo znowu nie posiedzieliśmy bo dzień, woda i kapitan znowu dali nam popalić 😜 Teoretycznie wypoczęci obudziliśmy się w piątek w chwili gdy łódka wystartowała, więc większość załogi postanowiła przeczekać ten czas w kajutach i spotkaliśmy się wszyscy na późnym śniadaniu 😀 Następnie udaliśmy się na krótką kąpiel połączoną ze snurkowaniem, później odwiedziliśmy zatokę gdzie kręcili „Piratów z Karaibów” i znowu rura. Tym razem zajęłam miejsce po prawej stronie dziobu i całkiem długo wytrzymałam „bezobjawowo” ale mocne fale, mokry ręcznik, zimny wiatr i srające ptactwo zmusiło mnie do powrotu do kajuty. Na wieczór udało nam się dopłynąć wreszcie do wyspy Saint Lucia, gdzie ponownie stoimy na kotwicy. „ Przypadłością” Karaibów jest to, że nie ma tu żadnych marin, portów dla jachtów itp, a jedynie kotwicowiska i bojki. Wieczorem popłynęliśmy taxą do miasteczka ale szybko wróciliśmy na łódkę bo przy piątuniu to nawet wyspy na Karaibach ciężko się zwiedza 😜 Chwilę pogadaliśmy i aktualnie przymierzam się do mojej ulubionej na tym rejsie czynności – spania 🤪 Pozdrawiamy tych co zdrowieją, tych co kuleją oraz tych co się nimi opiekują 🥰 ps. Dziś spotkaliśmy Polski żaglowiec Fryderyk Chopin oraz odbyło się grupowe mycie włosów bo 2 łazienki w tym nasza są wyłączone z użytku 🤨
























