Dzień 7 i 8
Dzisiejszy poranek nie mógł się zdecydować w jakiej odsłonie się nam ukaże i raz wychodziło słońce a za chwilę lało okrutnie. Nawet piękna tęcza nie zakończyła tego konfliktu. Po śniadaniu popłynęliśmy do zatoczki w rezerwacie przyrody posnurkować i pooglądać rafę koralową. Następnie udaliśmy się do małego portu na Saint Luci gdzie okazało się, że żeby zatankować łódkę, musimy się odprawić. Zjedliśmy obiad na jachcie i pokręciliśmy się pół godziny obok portowego hoteliku. W tym czasie kapitan nas odprawił oraz zaopatrzył w paliwo i wyruszyliśmy w rejs powrotny. Oczywiście droga na Martynikę była dla większości drogą przez mękę 😜- długa, wyboista, wietrzna, a finisz z przytupem. Przytup dlatego, że końcówkę „zrobiliśmy” w zalanej kajucie, bo na chwilę uchyliliśmy okno 😜 Do mariny na Martynice dotarliśmy późno, zrobiliśmy porządek, wykąpaliśmy się w łazience portowej, spakowaliśmy, zjedliśmy kolację i mocno zmęczeni poszliśmy spać. O 6:00 rano już byliśmy na nogach bo szykowaliśmy się do zdania łódki, którą najpierw trzeba było przecumować, bo noc spędziliśmy na stacji benzynowej 😜 Później udaliśmy się na wcześniej zarezerwowane skutery wodne, a następnie do destylarni rumu 😀 Tam po zwiedzaniu wskoczyliśmy w zimowe ciuszki i pojechaliśmy na lotnisko. I tutaj zakończę, chociaż jeszcze jesteśmy w połowie drogi do domu. Myślę, że jak nie zapomnę to maznę krótkie podsumowanie 😉



























