Francja — prawie elegancja, secesyjna Antwerpia i holenderskie chodaki

Blog rodzinny

Francja — prawie elegancja, secesyjna Antwerpia i holenderskie chodaki

Dzisiejszy poranek okazał się dość chłodny, a po równie chłodnej nocy aż miło było wskoczyć w długie dresy i wypić ciepłą kawę 😉 Kokos pierwszą, tę cieplejszą część nocy „zadyszał” cały namiot od środka i przewędrował kilkadziesiąt razy „od nóg do głów”, po czym najgłębiej zasnął nad ranem, kiedy temperatura wreszcie zrobiła się odpowiednia… i akurat trzeba było już wstać na siku 😉

Po kawie standardowy zestaw: śniadanie, sprzątanie, mycie, zmywanie, pakowanie i w drogę. Przyznam, że trochę się ucieszyliśmy, kiedy wreszcie udało nam się wyrwać z campingu. Hałasujące pociągi — oprócz dyszącego Toksona drugi powód nocnego niewyspania — i wrzeszczące aleksandretty stawały się coraz bardziej upierdliwe. Do tego doszła jakaś paskudna awaria kanalizacji i smród był momentami nie do wytrzymania 😩

Dziś w planach była Antwerpia. Miasto w Belgii, które zawsze chciałam odwiedzić, tylko dlatego, że ma fajną nazwę 😉 I nie zawiedliśmy się — zdecydowanie wpisujemy je na listę miejsc, do których chcemy kiedyś wrócić i zwiedzić je już trochę dokładniej 😀

Zwiedzanie Antwerpii zaczęliśmy od Zurenborgu i słynnej Cogels-Osylei, czyli ulicy pełnej bajkowych, secesyjnych i eklektycznych kamienic. Już na dzień dobry Antwerpia pokazała nam się więc od bardzo efektownej strony 😉 Potem ruszyliśmy dalej w stronę centrum i przejechaliśmy przez dzielnicę żydowską, gdzie od razu rzuciła nam się w oczy duża obecność ortodoksyjnej społeczności żydowskiej. I żeby było swojsko, po drodze minęliśmy nawet polski sklep „Złota Polska” 😄

Dalej było już coraz bardziej „na bogato” — monumentalny dworzec Antwerpen-Centraal, Opera w Antwerpii, zabytkowy Bourlaschouwburg, pomnik króla Leopolda I oraz przepiękny gmach dawnego Narodowego Banku Belgii. Po drodze trafiliśmy też na charakterystyczne czerwone MAS – Museum aan de Stroom, którego nowoczesna bryła mocno wyróżnia się na tle starszej zabudowy miasta.

Wszystko oglądaliśmy głównie zza szyby samochodu, ale trzeba przyznać, że Antwerpia nawet w takiej wersji potrafi zrobić wrażenie 😃 I tak, zupełnie przy okazji, wyszło nam całkiem konkretne zwiedzanie miasta — bez biegania, bez biletów i z własnym parkingiem pod tyłkiem 🤪

Nieco umęczeni, bo wszystko to zajęło nam dziś ponad siedem godzin, opuściliśmy Belgię i dotarliśmy już do Holandii, do hotelu w malutkiej i spokojnej miejscowości Raamsdonksveer. Podczas wieczornego spaceru wciągnęliśmy pseudobelgijskie frytki, a potem podreptaliśmy na chyba jedyny większy trawnik w okolicy — wiadomo w jakim celu 😜

Plany na dalszy ciąg podróży tworzą się właściwie na bieżąco, więc nawet ja jeszcze nie wiem, o czym będę pisać jutro😉