Do domu na dwóch kontrolkach 😉
Pobudka, pakowanie i w drogę. Od domu dzieliło nas już tylko 550 km, ale żeby nie było za spokojnie, od wczoraj wciąż świecił się komunikat o problemie z filtrem układu wydechowego. Wszystko zaczęło się od tego, że termin wymiany oleju skończył nam się akurat podczas wyjazdu.
I tak sobie jechaliśmy ze świecącym check engine’em, czyli pomarańczową ikonką silnika, aż tuż za Poznaniem dołączyła do niej kolejna kontrolka — elektronicznego sterowania przepustnicą. No i tak jechaliśmy sobie dalej wszyscy razem: my, Toki i dwie świecące kontrolki 🤪
Nie bardzo wiedzieliśmy, co wydarzy się za chwilę — czy już się zatrzymywać i wzywać lawetę, czy jednak spróbować „pociągnąć” ten kawałek do domu. Wygrała oczywiście druga opcja 😉 Z tym że od Poznania nie zatrzymywaliśmy się już absolutnie nigdzie, bo a nuż widelec samochód postanowiłby po postoju więcej nie odpalić.
Najpierw pojechaliśmy jednak na działkę, gdzie zrzuciliśmy bagażnik dachowy, a potem naszej dzielnej bryce udało się jeszcze dowieźć nas pod sam dom 😃
Mamy nadzieję, że nie zaszkodziliśmy jej za bardzo, bo trzeba przyznać, że gdyby nie wcześniejsze problemy z hamulcami i ten finał z kontrolkami, przez cały wyjazd spisała się naprawdę na piątkę 😉
Najważniejsze jednak, że wróciliśmy cali i zdrowi, a w domu czekała już na nas pyszna obiadokolacja 🥰Dziękujemy, Gonia i Eryk! ❤️ PS Nie zdążyłam zrobić zdjęcia, bo tak szybko wszystko wciągnęliśmy, ale było naprawdę pychaaaaa 🤪
