A miały być dwie godzinki….
Niedziela była naszym ostatnim dniem rejsu. Jutro rano zdajemy barkę, a na dzisiejszą ostatnią prostą mieliśmy przeznaczone jakieś dwie godziny. W planach była też wycieczka — już samochodem — do pobliskiej miejscowości, w której odbywał się dzisiaj targ staroci 😃
Po drodze do portu mieliśmy do pokonania tylko dwie śluzy, w tym jedną otwieraną automatycznie. To właśnie ona była pierwsza i traf chciał, że gdy zaczęła się otwierać, w jednym skrzydle bramy zatrzasnął się wielki konar.
Witek wpłynął do śluzy, a gdy przekręciłam kluczyk, żeby zamknąć wrota, te ani drgnęły… 😬 Szybko zorientowaliśmy się, co jest grane i że sami nic z tym nie zdziałamy, więc Witek zadzwonił pod numer alarmowy podany na skrzynce. Miły pan poinformował nas, że jest niedziela i oni dzisiaj nie są w stanie nam pomóc, po czym polecił skontaktować się z naszym armatorem 😬
Podczas rozmowy telefonicznej z firmą czarterową po drugiej stronie śluzy stanął wycieczkowiec zapakowany po brzegi turystami 😫 I tak sobie staliśmy… My w śluzie, wycieczkowiec przed śluzą, a z każdą chwilą robiło się coraz ciekawiej.
Zaczęły dopływać kolejne barki, przyjechał nasz marinero, turyści z wycieczkowca zaczęli się niepokoić, więc kapitan zorganizował im dodatkową pogadankę, a nawet jakieś konkursy 🤪 Nagle zaczęło schodzić się coraz więcej osób i zrobiło się całkiem niezłe zamieszanie. A pośrodku tego wszystkiego nasza barka bezradnie czekająca w śluzie na pomyślne wiatry 😉
Po wielu interwencjach przyjechał wreszcie pan z obsługi i po jakimś czasie udało się odblokować wrota. Nieco spóźnieni dotarliśmy w końcu do portu i na następne dwie godzinki zmieniliśmy środek transportu 😃
Na targ staroci dotarliśmy wprawdzie z opóźnieniem, ale zdążyliśmy jeszcze rzucić okiem na asortyment i nawet udało nam się upolować jeden winyl do naszej kolekcji 😀
Obiadokolację ogarnęliśmy na mieście, bo od wczoraj mamy wyłączony gaz w związku z jakąś nieszczelnością. Słońce prażyło dziś niemiłosiernie, więc żeby rozpocząć proces pakowania, musieliśmy poczekać, aż trochę odpuści 😉
Połowę naszego majdanu udało się już załadować do samochodu. Jutro dorzucimy resztę, zdamy barkę i zaczynamy kolejny etap wyjazdu 😀
A najbardziej szczęśliwy z naszej trójki jest oczywiście… wiadomo kto 🤪












