Start
Noc z niedzieli na poniedziałek była fajna — chwilami taka, jak trzeba, a chwilami mroziło po kostkach 😉 Tokson, w związku z tym, że nie miał możliwości na nocne aktywności, spał raz w „nogach”, a raz w „głowach”, a nad ranem wylizał cały namiot od swojej strony, bo skropliło się powietrze, a miska z wodą została w przedsionku 🤪
Wstaliśmy dosyć wcześnie, bo około 7:00, ale całe poranne „zamieszanie” zajęło nam trzy godziny. O 10:00 ruszyliśmy w kierunku Cahors i, z krótką przerwą na zakupy, po 14:00 byliśmy wreszcie na miejscu.
Odebraliśmy barkę, rozpakowaliśmy bagaże i wypłynęliśmy w nasz pierwszy rejs po rzece 😃 I tak rozpoczął się nasz wakacyjny Tour de Lot 🤪
Pani z Mariny najpierw udzieliła nam wstępnego szkolenia — głównie Witkowi, bo ja pilnowałam Toksona 😉 — a później wskoczyła na łódkę i razem popłynęliśmy do pierwszej śluzy. I tu wszystko poszło nie po myśli… chyba każdego 😉
Kokos był przypięty do obroży na „mostku kapitańskim”, tuż obok Witka. Ja zeszłam z Panią z Mariny z łódki, żeby zacumować barkę do brzegu, Witek kończył manewr i nagle kątem oka dostrzegłam identycznego psa jak nasz, wypływającego zza rufy.
Te przestraszone oczka płynęły prosto w moim kierunku. Z betonowego podestu, na którym stałam, do wody miałam około metra w dół. Złapałam go za kark i przytrzymałam, dopóki nie podbiegł Witek, i razem wciągnęliśmy na brzeg Pana „Najgłupsze Pomysły Dekady”.
Szczęśliwego, no bo przecież nagle wszyscy troje byliśmy znowu razem 🤪
Ciśnienie schodziło mi przez następnych kilka godzin, a Kokos od tej pory obowiązkowo podczas płynięcia oraz w bardziej ekstremalnych sytuacjach ma założony swój kapok i krótszą linkę 😃
Pani z Mariny zostawiła nas, kiedy przepłynęliśmy pierwszą śluzę. Trochę pogubiliśmy się w papierowej nawigacji, ale do celu dotarliśmy cali i zdrowi. Tam spotkaliśmy znowu naszą Panią z Mariny, która przyjechała chyba tylko po to, żeby upewnić się, czy na pewno daliśmy radę 😉
Daliśmy! I nawet więcej przygód już dziś nie mieliśmy… odpukać 😉
Z ważnych rzeczy do zapamiętania: duży samochód z bagażnikiem na dachu ma w Cahors pewne ograniczenia — do garażu sklepowego nie wjedzie i pod wiaduktem kolejowym też się nie zmieści 🤪












