Lot pod prąd

Blog rodzinny

Lot pod prąd

Wakacje kojarzą mi się ze słońcem, zwiedzaniem, wypoczynkiem, spokojem i ogólnym wyluzowaniem. Na naszych wakacjach, oprócz słońca i zwiedzania, nic się nie zgadza 😉

Noc była stosunkowo nie za gorąca, więc wszyscy byliśmy zadowoleni. Kokos swoją pierwszą noc na barce spędził częściowo w mesie, częściowo w naszej kajucie, z uwzględnieniem oczywiście części łączącej oba te pomieszczenia 😃

Pobudka standardowo o 7:00. Spacer z Toksonem — Witek, a w moim przypadku podwójne espresso 😉 Po śniadaniu ustaliliśmy dzisiejszy plan dnia i zaliczyliśmy spacer po wiosce. Czas tutaj zdecydowanie za szybko umyka, bo nagle zrobiła się 11:00, a my dopiero zaczęliśmy wypływać z „marinki”.

Plan był ambitny, jednak — jak się okazało — nie do końca fizycznie możliwy do zrealizowania. Płyniemy w górę rzeki Lot i musieliśmy dziś pokonać kilka śluz. Niestety przy dwuosobowej załodze trwa to dwa razy dłużej i wymaga zdecydowanie więcej wysiłku fizycznego.

A wygląda to tak: jedna osoba zostaje na łódce — u nas oczywiście jest to Witek — w towarzystwie piszczącego wniebogłosy Toksona. Bo po dopłynięciu do śluzy ja muszę wyjść z łódki, zacumować ją i lecieć „obsłużyć” śluzę… A przecież po drodze zawsze może się coś wydarzyć: kosmici, inne złe i dzikie zwierzęta… I stąd właśnie ten Kokosowy niepokój 🤪

Więc kiedy już wszyscy mieszkańcy okolicznych wiosek zostaną poinformowani o naszej przeprawie, ja dzielnie siłuję się z kolejnymi korbami. Potem wskakuję na łódkę jeszcze w śluzie, żeby oszczędzić sobie kolejnego cumowania. Jak już przestanę się tak stresować, że wypadnie mi telefon, postaram się nagrać wszystko z mojej perspektywy 😃

Jeszcze nie jestem w stanie napisać, że „widoki rekompensują wysiłek”, ale Witek dziś mnie pocieszył, że może za dwa dni, jak się sprężymy, będzie cudownie 😉 Nie wiem, co o tym myśleć. Na razie ufam i liczę na to, że jutro zjemy coś więcej niż śniadanie i kolację 😉

I jeszcze krótkie podsumowanie dnia: przepłynęliśmy około 20 km, pokonaliśmy 5 śluz i pospacerowaliśmy po Cahors, między innymi przy moście Pont Valentré. Wszystko to zajęło nam około 7 godzin.