Pięć śluz później
Żeby nie było za kolorowo, w nocy całkiem nieźle popadało, nie wyłączając z tego wczesnego poranka 😉 Leniwie się dziś wstawało, ale trzeba było, bo Witek obiecał tyle fajnych rzeczy 🤪
Po śniadaniu udaliśmy się na długi Kokosowo-kukurydziany spacer, a następnie wyruszyliśmy z ambitnym planem dotarcia do Bouziès, gdzie miały zacząć się te wszystkie superwidokowe atrakcje.
Gdy dopłynęliśmy do pierwszej dzisiejszej śluzy, okazało się, że jesteśmy drudzy w kolejce, więc grzecznie stanęliśmy na parkingu. Załoga barki przed nami zaczęła jednak machać, żebyśmy wpływali do śluzy za nimi. To dobry znak, bo oznacza, że nie trzeba samemu „kręcić” 🤪 Skorzystaliśmy z zaproszenia, no bo jak inaczej 😉 I tak wspólnie przepłynęliśmy dwie śluzy.
Przy trzeciej Francuzi już się chyba znudzili i postanowili kolejne śluzy pokonywać sami, więc delikatnie rzecz ujmując… niech się pocałują w… nos 😉 Dałam sobie radę, a na dodatek wpłynęła nam „na krzywy ryj” druga francuska ekipa. Tylko jakoś zapomnieli wyrzucić na ląd człowieków do pomocy 🤪 Też jakoś to przebolałam 😉
Następną śluzę pokonaliśmy już przy pomocy załogi „na krzywy ryj”, a na ostatniej prostej musieliśmy zrobić „sikupę”, więc nas wyprzedzili i ostatnią śluzę znowu „robiłam” w samotności 😉
Dzisiejszy dzień zdecydowanie zaliczam do pozytywnych 😃 Dotarliśmy do celu, mocno się nie zmęczyłam, a na dodatek załoga „na krzywy ryj” przyniosła nam francuskie wino — albo w podziękowaniu za nasz wysiłek, albo w ramach przeprosin. Nie mówili po angielsku, więc do końca nie wiemy 😉 Tak czy inaczej — nie ma tego złego 🤪😉
Po zacumowaniu poszliśmy na spacer wzdłuż rzeki Lot, wykutym w skale chodnikiem holowniczym między Bouziès a okolicą śluzy Ganil. Widoki zdecydowanie wynagrodziły wszystkie dzisiejsze śluzowe przygody 😃
Kolacja standardowo — włoska, a deser jakby z południa 🤪
Jutro kolejne przeprawy i kolejne niezapomniane wrażenia 😀





































