W górę Lotu… a jutro z prądem

Blog rodzinny

W górę Lotu… a jutro z prądem

Dzisiejsza noc przypominała bardziej Skandynawię niż południe Francji — do tego stopnia, że wszystkie barki w marinie, oprócz naszej, miały włączone „webasto” 😜 Poranek rzeczywiście okazał się rześki, bo nawet Witek przeprosił się z długimi spodniami 😉 Na śniadanie francuskie tosty, potem obowiązkowy spacer i ok. 11:00 ruszyliśmy na ostatni etap w górę rzeki Lot.

Płynęliśmy dziś uroczym odcinkiem wzdłuż chodnika wykutego w skale, który wczoraj zwiedzaliśmy na piechotę. Oprócz tego pokonaliśmy cztery śluzy, w tym dwie z niezłą publiką 🤪 A poza tym trafiały się na trasie odcinki jakby żywcem wyjęte z Kanału Elbląskiego 😜

Dzisiejsze śluzy były chyba jednymi z fajniejszych, jakie przechodziliśmy. Nie wiem tylko, czy dlatego, że jesteśmy jedyną barką na tym odcinku rzeki i nikt nas nie poganiał, czy może wreszcie przestaliśmy się wszystkim stresować i zaczęliśmy inaczej patrzeć na te „małe” niedogodności 😜

Dzisiejszy nocleg zaplanowaliśmy w miejscowości Saint-Martin-Labouval. W marince stoimy sami, bo nikt już tu nie dopłynął, a jutro rozpoczynamy podróż w dół rzeki i powrót do Cahors 😃