A miało być nudno
Piątek miał być nudny, ale „Piątek” najwyraźniej nie znał tego planu 😜
Standardowo: śniadanie, spacer i w dół rzeki 😏 Mijaliśmy te same widoki co dzień wcześniej, więc wrażenia jakby trochę zelżały 😜 Na teoretycznie ostatnim odcinku naszej dzisiejszej trasy minęliśmy się z policją rzeczną na pontonie. I to by było na tyle wrażeń z dzisiejszego dnia, gdyby nie to, że miejsce, które wyznaczyliśmy sobie na nocleg, nie do końca spełniało nasze wymagania 😏
Zacumowaliśmy jednak i zjedliśmy obiad, podczas którego mieliśmy podjąć decyzję, co dalej… Nie zdążyliśmy jednak nic zaplanować, gdyż minęli nas niebiescy panowie na pontonie i w związku z tym zwinęliśmy cumki i popłynęliśmy za nimi.
Już wyjaśniam, dlaczego ta decyzja była taka szybka 😜 Przechodziliśmy dzisiaj przez pięć śluz w tym trzy z nich były zamknięte, czyli dwa razy więcej roboty 😫 Trzeba zamknąć śluzę z jednej strony, otworzyć z drugiej, wpłynąć, zamknąć i znowu otworzyć 🤪 Jak tylko uda się „przykleić” do jakiejś jednostki, wszystko idzie o wiele szybciej i człowiek zdecydowanie mniej się namacha 😀 No i właśnie stąd ta błyskawiczna decyzja.
Z niebieskimi panami przeprawiliśmy się przez kolejne dwie śluzy i nie obyło się oczywiście bez upomnienia, że kamizelka ratunkowa to obowiązkowy element przy obsłudze śluzy. Z mojej strony była za to pomoc przy zaciętych zasuwach we wrotach śluzy 😀 Pojęcia nie mam, dlaczego przy policji zawsze czuję się jakoś dziwnie 😉
Dopłynęliśmy w końcu do mariny w Vers. Podczas cumowania musieliśmy poprawić manewr ze względu na silny prąd. Zostałam na pomoście, Witek z Kokosem odpłynęli i wtedy biała bestia wydostała się — jeszcze nie doszliśmy w jaki sposób — z kapoka i szykowała się do skoku…
W ostatniej sekundzie krzyknęłam do Witka, bo mielibyśmy powtórkę z rozrywki 😉 Standardowo jeszcze pół godziny później, w drodze do sklepu, puls miałam powyżej 120 😉 Zdecydowanie łódki, pomimo wielkiej miłości do wody i pływania, nie są tym, co Kokos lubi najbardziej. Potwierdził to, gdy stanęliśmy na lądzie i z wielką chęcią próbował wejść do jakiegokolwiek samochodu, który akurat posiadał kierowcę 🤪
Miasteczko Vers jest malutkie, ale bardzo czyste i przychylne turystom. Urzekła mnie nawet publiczna toaleta, która — chyba w nawiązaniu do śluz — miała ciężkie metalowe drzwi, ale w środku była czystsza i lepiej wyposażona niż niejeden wucet na stacji benzynowej 😉
Przeszliśmy się wszystkimi dwiema uliczkami i wróciliśmy na barkę.
Naszymi sąsiadami są dziś Niemcy z okolic Hamburga i w ramach rekompensaty za zimnego browca dla Witka po ciężkich manewrach 😉 daliśmy im w prezencie nasze Ptasie Mleczko 😀 Nie wiem, czy oni mieli większy ubaw, tłumacząc sobie, co właściwie dostali, czy my, słuchając, co im z tego tłumaczenia wyszło 🤣
Jutro liczymy na zdecydowany lajcik 😉





















